Pierwsze miodobranie

pierwszy miód z naszej pasieki

Po ponad roku prowadzenia pasieki przyszedł wreszcie czas na podebranie pszczołom miodu. Jest to swego rodzaju sprawdzian – ilość miodu zależy od jakości roju pszczelego, warunków w jakich żyje, pożytków występujących w okolicy i pogody. Wskaźnik średniej ilości miodu z ula jest również wskaźnikiem oceny pracy pszczelarza.

Zima i wiosna nie były dla mnie łaskawe. Spore problemy zdrowotne nie pokonały mnie całkiem, ale w znacznym stopniu wpłynęły na realizację moich planów. Tematy związane z remontem zatrzymały się w miejscu i czekają. Sprawy pasieczne jednak czekać nie mogły.

Przezimowało sześć uli. Cztery bardzo dobrze, dwa tak sobie. Wczesną wiosną poszerzyłem gniazda dodając drugie korpusy gniazdowe. Nieco później dołożyłem korpusy miodowe. Takie korpusy oddzielone są od gniazda specjalną kratą, aby matka nie składała larw na plastrach przeznaczonych do odwirowania miodu.

Ze względów ekonomicznych korpusy miodowe, w przeciwieństwie do gniazdowych w mojej pasiece są proste – zwykła deska i to dość podłego gatunku. Takie korpusy wykorzystywane są tylko przez kilka miesięcy – do zbioru miodu i podczas leczenia kwasem mrówkowym.

Kiedy korpusy miodowe zapełniły się, a rzepak skończył kwitnąć, zabrałem się za miodobranie. Ciężar korpusów z miodem mile mnie zaskoczył. Były tak ciężkie, że ledwo potrafiłem je udźwignąć. Ostatecznie przekładałem połowę ramek do pustego korpusu transportowego i tak wynosiłem je z pasieki.

Pszczoły okazały się łaskawe i spokojne, podczas miodobrania zaliczyłem nie więcej niż dwa żądła – mniej niż podczas niespokojnego przeglądu.

Ilość miodu w ulach była różna, ale średnia z ula wyniosła ok. 14 kg na ul, co jest całkiem niezłym wynikiem, nie tylko dla początkującego pszczelarza.

Miód został potraktowany metodą rzemieślniczą – ramki odsklepiane są ręcznie, wirowane w ręcznej wirówce.

Sam miód jest wolny od jakichkolwiek zanieczyszczeń, można o tym przeczytać tutaj.

Miód wiosenny okazał się bardzo aromatyczny, składa się z pyłku różnych polnych i ogrodowych kwiatów, nektaru klonowego i rzepaku. Nuta klonowa jest w miodzie lekko wyczuwalna. Zaskoczyło mnie, że podczas gdy kwitł rzepak, moje pszczoły chętniej zbierały nektar ze starej klonowej alei. Rozmawiałem później z miejscowymi pszczelarzami, ponoć jest to gatunek klonu, który pszczoły lubią.

Dla mnie to ogromna ulga – jest miód, gospodarka pasieczna jest prawidłowa, mam miód na sprzedaż.

Dodatkowo akurat w podczas miodobrania przyjechały nowe pszczoły, a ze względu na stan zdrowia spóźniłem się z przygotowaniem dla nich uli. Teraz już wszystko jest w porządku, pasieka liczy piętnaście pni, a trzy z nich to tradycyjne ule warszawskie zbudowane przez miejscowego pszczelarza, nigdy nie używane. Temat ciekawy, ale na następnego posta.

Za miesiąc następne miodobranie, trzymajcie kciuki!

Zapraszam po miód!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *